Gdybym przypadkowo spotkanej osobie opowiedział historię mojego dzieciństwa i młodości pewnie nie uwierzyłaby, że dziś w wieku 56 lat jestem bezdomny. Miałem przecież rodzinę i dom. Razem z siostrą i rodzicami mieszkaliśmy w trzypokojowym mieszkaniu.

Rodzice bardzo się kochali. Najpierw odszedł tata, osiemnaście miesięcy po nim zmarła także mama. Siostra założyła swoją rodzinę, a ja zostałem sam. Nie mogłem przyzwyczaić się do widoku pustych pomieszczeń, które kiedyś tętniły życiem. Wspólnie z siostrą podjęliśmy decyzję o sprzedaniu mieszkania. Ja miałem przeprowadzić się do mniejszego lokalu. Udzieliłem siostrze pełnomocnictwa, by mogła zająć się sprawą sprzedaży, nim się obejrzałem zostałem bez mieszkania, pieniędzy i… siostry. Trafiłem do schroniska dla bezdomnych mężczyzn. Tu odkryłem kolejne oblicze samotności, samotności wśród ludzi. Wokół tylu kolegów… Do dziś chodzę na cmentarz by porozmawiać z rodzicami, to byli dobrzy ludzie.

Do Dzieła trafiłem, bo chciałem coś zmienić. Wysłuchali mnie, pomogli w poszukiwaniu pracy. Dziś pracuję jako spawacz. Zaraz po tym, jak dostałem pracę, przybiegłem do Dzieła – dlaczego? – wiedziałem, że tu są ludzie, którzy się z tego ucieszą. W pracy przyznałem się do swojej bezdomności. Nie odtrącili mnie, wręcz przeciwnie pomagają. Zaczynam odzyskiwać wiarę w ludzi.
Jak ktoś nie marzy to podobno nie jest człowiekiem… ja nie mam wielkich pragnień, od nowa chcę zaczynać powoli i z rozwagą, brać łyżeczką, a nie chochelką. I pokazać, że bezdomny to nie zawsze człowiek bez celu. Jest wielu bezdomnych, którzy chcieliby wnieść coś do tego świata, pomimo tego, że bezdomność to wielka samotność i taka… długo trwająca nieprzyjemna chwila.

Stanisław, bezdomny

Aktualności

Pielgrzymujemy do Ojca Pio!

Po długim planowaniu, intensywnych przygotowaniach i wielkim pakowaniu bezdomni pielgrzymi wyruszyli do Włoch.

Czytaj więcej »